Archiwum kategorii ‘Z Internetu’

h1

Nowe rozdanie w Internecie

27 Lipiec 2009
beta portalu prezydent.pl

beta portalu prezydent.pl

Od 24 lipca można już testować nową stronę Prezydenta RP.

Kancelaria Prezydenta RP umożliwiła “przedpremierowe” testowanie nowego portalu głowy państwa. Przez weekend testowali go wszyscy zainteresowani dzieląc się z czytelnikami swoimi spostrzeżeniami.

Początkowo dostęp zabezpieczony był hasłem, ale nie trwało to długo. Hasło zostało udostępnione Internautom przez testujących bloggerów.
Dzisiaj o godzinie 14:00 odbędzie się oficjalne “odsłonięcie” i swobodny dostęp dostaną wszyscy zainteresowani bez konieczności wprowadzania, nawet jawnego, hasła. Strona dostępna będzie poprzez przekierowanie z głównej strony www.prezydent.pl lub bezpośrednio pod adresem beta.prezydent.pl.

Nowa formuła portalu z pewnością będzie szeroko komentowana. Zanim jeszcze powstała, media już się o niej rozpisywały (“Lech Kaczyński chce być interaktywny jak Obama“). Sam zabieg z pewnością ma za zadanie zmienić ociężały wizerunek Prezydenta w sieci i docelowo ocieplić jego odbiór w tym środowisku.
Ciekawe mogą też być wyniki sondy (“Podoba ci się nowy prezydent.pl?”), która ma zbadać opinie Internautów.

Ja oceniał nie będę – obejrzyjcie i oceńcie sami.

Ciekawsze wyniki testów:
Testowałam (beta) Prezydent.pl

Prezydent w wersji beta
Nowa strona prezydenta
Nowy prezydent.pl

h1

Nowa era graczy…

17 Czerwiec 2009

Tytuł może być nieco mylący, bo nie będę traktował o stricte nowej odmianie graczy komputerowych, ale tym jak to ja dostrzegłem zmiany jakie zaszły w tym światku.

Gry komputerowe towarzyszą nam niemal od samego początku styczności z komputerem. Bez względu czy jest to pasjans, saper czy coś bardziej widowiskowego. Dawno temu posiadałem cudo techniki o nazwie Commodore 64 z kaseciakiem podłączone do czarno-białego telewizora 15″ (inni mieli Atari, ZX Spectrum, albo Amstrada – a wybrańcy Amigę 500 ze stacją dyskietek). Większość uważała, że to komputery wyłącznie do gier – no bo co można z nimi zrobić? Ale można było wiele – o czym sam próbowałem wiele osób przekonać. Z pomocą czasopism takich jak “Bajtek” można było poduczyć się paru komend Basica i “zaprogramować” swoją maszynkę do różnych rzeczy. Sporo było też oprogramowania użytkowego (na przyklad edycja grafiki), ale sterowanie kursorem za pomocą stykowego joystica było co najmniej trudne. Po krótkim czasie Basic już nie wystarczał i tak zaczęło się polowanie na nowe pudełko.

Komputery PC były w tym czasie jeszcze poza zasięgiem (głównie ze względu na ceny), choć można było je obejrzeć w niektórych szkołach (ale tylko pojedyncze sztuki z kartami hercules). W sklepach królowały pudełka o nazwie Amiga 600 (rozwinięta edycja Amigi 1000) czy cudnie prezentująca się Amiga 3000 (prawie jak PC). Niestety – nie dane mi było skorzystać z tych gorących towarów, bo dziwnym jakże szczęśliwym trafem, stałem się posiadaczem komputera PC kupionego na raty (486DX2, 4MB RAM, 800MB HDD, FDD 3.5″, jakiś Sound Blaster, grafika SVGA 2MB i guzik “turbo”).

Pierwsze gry (bo o nich mowa) niemal pochłonęły mnie całkowicie. UFO: Enemy Unknown, Another World, Gabriel Knight i wiele innych.

Przełomem okazała się możliwość gry w trybie multiplayer przez kabelki COM, a później po sieci. Uzbrojeni w zakupione za grubą kasę karty sieciowe BNC, grube kable i terminatory stawialiśmy pierwsze sieci. Pamiętam całe weekendy, kiedy po kilkanaście godzin graliśmy w Doom’a, Duke Nukem czy Redneck Rampage. Po kilku godzinach snu wracaliśmy przed monitory w z przekrwionymi oczami tłukliśmy się dalej.

Już po krótkim czasie okazało się, że “sprzęcik” nie wyrabia. I tak dokupiono RAM i napęd CD-ROM x2 (to chyba był już 1996 rok), a zakup sfinansowałem sprzedając swój mechaniczny pojazd zwany potocznie “komarkiem”. W tym czasie tak trochę z boku powoli wyłaniało się takie cudo zwane Internetem. Dostępne tylko poprzez modem i telefon (słynny numer 0-20-21-22, ppp i ppp) stało się naszą bramą do sieci (no konieczności spłacania wysokich rachunków telefonicznych). Pierwsza gra, w którą grałem poprzez internet to oczywiście Diablo. Cóż to było za przeżycie.
Streszczając kilka kolejnych latek, z ważniejszych rzeczy to wymiana kompa na Pentium 200MMX, karty sieciowe ethernet i pierwszy zakupiony hub 10Mb. Granie “po sieci” nigdy wcześniej nie było takie proste. W grach pojawiały się za to coraz to nowe zabezpieczenia przed kopiowaniem i drogie oryginały, których nikt nie kupował.

Studia upłynęły pod znakiem Unreala, Doom 3 Arena, Diablo 2 i innych gatunków. Gry stały się trochę mniej ważne bo przecież było tyle innych ważnych rzeczy (Assembler, C++, ADA czy analiza matematyczna). Przyznaję – grać przestałem.

Ostatnio od czasu do czasu “popykałem” tylko w San Andreas wyczekując na GTA IV.
Tak całkiem z boku powstały 2 nowe zjawiska: gracze on-line (których najlepszym przykładem są gracze w World of Worldcraft) i konsolowcy.

Tych ostatnich jakoś przegapiłem. O ile światek WoW wywodzi się po części z doświadczeń Blizzard z Diablo, to konsole stały się całkiem nowym zjawiskiem. I tak, teraz, mamy w domach komputery, laptopy i konsole. Co więcej, początkowo, konsole były tylko do gier. Ale to już od dawna się zmienia. Pojawienie się Xbox’a i PS3 zmieniło całe rozłożenie sił pomiędzy PC, a konsole. Te ostatnie nie są już tylko do grania. Podłącza się je bezpośrednio do Internetu i w nowym modelu biznesowym on-line działalności firm, zasysa gierki bezpośrednio na dyski. Konsole stają się centrami rozrywki zastępującymi inne urządzenia takie jak stacjonarne odtwarzacze DVD/DivX, a PS3 z czytnikiem Blue-Ray jest tutaj na topie. Mozliwości podłączenia dodatkowych akcesoriów (klawiatury, mikrofony itp) sprawiają, że tego typu urządzenia wyprą z domów komputery PC, które pozostaną domeną biznesu i nauki. Podobnie było kiedyś z telefonami komórkowymi, które kiedyś były tylko telefonami, a teraz są już niemal mobilnymi biurami.

Gracze PC są coraz wyraźniej pomijani. Niektóre gry pojawiają się wyłączenia na konsolach, a w najlepszym wypadku na PC udostępniane są niedopracowane konwersje sprawiające wiele problemów. Co więcej, sami gracze dzielą swoje środowisko na części. Na forach poświęconych poszczególnym tytułom często obrzucają się obelgami (prawie jak żołnierze Windows i Linux).

Jako miłośnik PC stanąłem teraz przed wyborem – modernizować stare domowe pudło, czy kupić konsole. Na szczęście na podjęcie decyzji mam trochę czasu, a te przemyślenia i powrót do korzeni dały mi sporo do myślenia. Czy zdołam zdradzić coś, co było częścią życia przez ostatnie 17 lat?

h1

“Zdjęcia, których Berlusconi nie chce pokazać Włochom”

6 Czerwiec 2009

To tytuł artykułu, w którym hiszpański dziennik “El Pais” opublikował zdjęcia premiera Włoch Silvio Berlusconiego. A dlaczego nie zostały opublikowane w rodzinnych Włoszech? Bo sąd uznał, że publikacja byłaby “naruszeniem prywatności”.

Nie wiemy w jakiej formie chciała je opublikować prasa włoska, ale Hiszpanie “ukryli” twarze osób nie publicznych. W pełnej krasie pozostał tylko premier, który osobą publiczną bez wątpienia jest – i to przecież na własne życzenie (bo sam często robi z siebie czuba).

Piszę o tym, bo zastanawiam się jakby to unas było?
Oczywiście jeśli chodzi o zdjęcie naszych “celebrities” w stylu Mroczków, czy Cichopków wszyscy mają już dość. Ale tak ze świata polityki to coś mało tych rodzimych skandali. Nawet w czasie kampanii wyborczej prasa uczepiła się “…poprzecie Platformę Obywatelską, pomożecie sobie, pomożecie Polsce” J. Kaczyńskiego.

A gdzie ta PRAWDZIWA śmietanka? Gdzie te imprezy rodem z hotelu poselskiego? Jakoś dziwnie ci nasi politycy są spokojni. No może używają niecenzuralnego słownictwa jak Pani Minister Fedak:

…ale czemu się dziwić. Sami ich wybraliśmy.

Ale co z tym prawem do prywatności?
Palikot pozywa dziennikarzy za artukuł o pożyczkach z rajów podatkowych i wycenia swój wizerunek na 10 mln złotych (lol), a sam szkaluje inne osoby publiczne - Prezydenta (którego wizerunek od początku jest nadwątlony, ale jako Prezydenta powinein być szanowany). A sądy Palikotowi na to pozwalają, ale tylko jemu.
Ze świata polityki to chyba największą wpadkę zaliczył były premier Marcinkiewicz. Tak ukochany przez nasz naród, który płakał za słodki Kazkiem kiedy odchodził. Sam sprzedał kolorowym gazetom historię swojego romansu, a później jeszcze miał pretensję, że została wypaczono. No ale autoryzację to pewnie Isabel robiła ;) Przypomnijmy sobie kampanię na prezydenta Warszawy gdzie lansował się jako człowiek rodzinny. “…wychodzę na scenę tylko i wyłącznie z żoną. Tak chciałem dlatego, że dla mnie rodzina jest najważniejsza i w najważniejszych chwilach dla mnie, w życiu, rodzina jest zawsze ze mną…” (fragment wywiadu w RadioZet 27.11.2006 – tuż po wyborach).

A czy pamiętacie jakie “numery” wywijała paparazzi Edyta Górniak, tuż przed swoją “pierwszą emeryturą”? Do sądu pozywała, dzieci ukrywała, a potem za kasę sprzedawano foty do kolorowych gazetek.
Hmm… może to o to właśnie chodzi. O pieniądze (jak zawsze). Bo problemem jest jak za dużo o “celebrities” piszą i sami na tym zarabiają, ale jak gwaizdy same się sprzedają, to nic złego w tym nie widzą. Tylko my, czytelnicy, jesteśmy atakowani tymi wyznaniami o problemach małżeńskich (Górniak i Krupa), sesjami zdjęciowymi na cmentarzu (Steczkowska) i kolejnymi nowinkami o Majdanie, Jakimowiczu (bez newsów już nikt by o nim nie pamiętał), czy Krzysia Ibisza.
A co jest najgorsze? To że sami za to płacimy. Że tracimi na to swój czas (tak jak ja pisząc ten tekst, a WY go czytając).

h1

Hello world!

3 Czerwiec 2009
Witam i zapraszam.
Na razie dość skromnie, ale mam nadzieję, że już wkrótce pojawi się tu sporo ciekawostek.
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.